Powinnam jeszcze wyjaśnić dlaczego Vanessa, ale to raczej historia na osobny wpis ;)
Więc jak to wygląda od kuchni? Ano tak...
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że tym razem się nam nie uda. Pobudka z pianiem kura, papiloty na głowę, skrzydła do plecaka i wio do Trójmiasta. Marta, nasze kochane Moosiatko, jak zwykle uśmiech pierwsza klasa. Kto na jej miejscu zaserwowałby mi taki ładny uśmiech z zapaleniem zęba? Nie będę wdawać się w szczegóły, być może właśnie jesz śniadanie…
Jedziemy.
Jeden z
panów policjantów był bardzo rzeczowy, nie użył ani jednego zbędnego słowa,
tylko i wyłącznie tych najbardziej potrzebnych. Drugi z kolei wydawał się być… pobudzony.
Taki żartowniś, wiesz. Nie jestem Kubica, ani nawet Schumacher, ale żeby od
razu mandat? Dziewczynie w papilotach? Przyznaj, że to świetna okoliczność
łagodząca.
Potem było
już tylko lepiej; żelazko pozostawione bez opieki, klucze do auta Mai magicznym
sposobem zawieruszone gdzieś w moim samochodzie, no i Matka Natura. Ta to nam
dała po dupie.
Jedziemy.
Tym razem Maja prowadzi - nie kusimy losu, skurczybyk na pewno skorzystałby z
okazji. Jedziemy, jedziemy, a wielkie, czarne, kłębiaste, złowieszcze chmurzysko
za nami. Dojeżdżamy na naszą rozpracowaną wcześniej miejscówkę. Maja zaciąga
ręczny, ja wysyłam sygnał nerwowy do tyłka, co by go podnieść z fotela i… KAP.
Spaliłyśmy
trochę benzyny próbując zgubić za zakrętem chmurzysko, wykonałyśmy kilka
telefonów badając sytuację meteorologiczną w okolicy. Za dwa
dni Moosie miała odlecieć do Krainy Wiecznych Łosiów, Łosiolandii, Łoś Vegas... miała zabukowany bilet do Szwecji i ta sobota z
zapaleniem zęba to ostatni dzwonek dla naszych nowych tekstyliów, które jeszcze
nie doczekały się swoich zdjęć.
Jedziemy.
Znaczy się, powracamy duszę utęsknioną na ojczyzny łono. A ojczyzna co?
Obrażona, że się wozimy po Trójmieście, szukamy modnych miejscówek, jakby w
Starogardzie, nie było gdzie fotek cykać. Wypiął się i kazał cmoknąć. „Teraz to
nie będzie zdjęć, too late, sory memory.” Tak nam skubany powiedział i zaczęło
padać.
Spokorniałyśmy
trochę. Majka musiała się uczyć, bo jutro egzamin. Marta musiała się pakować,
bo pojutrze Łoś Vegas. A Hometown, jakby poruszony losem
nieszczęśliwych dziewcząt, dokonuje spektakularnego przegonienia chmurzyska
sponad dachów, wieżyczek, dzwonniczek i parkingów, i mówi: „Flaszka się za to należy”.
Więcej zdjęć:
Vanessa - enjoy your dress
Marta Streng Blog
Dziewczyny, którym kiecka się podoba zapraszamy do kontaktu via facebook albo na mail vanessakiecki@gmail.com :)
W.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz